poniedziałek, 6 października 2014

O strachu poniekąd…


6 października 2014
Ja nie wiem co jest w powietrzu, ale moje miłe dziecko, które jadło wszystko jak szalone od wczoraj odmawia posiłków, a jedyną formą wciśnięcia jej czegoś do paszczy jest moment jak się rozdziera. No przecież tak się nie da… Albo ją utłukę albo wezmę i zwariuję. Może ktoś, coś? Bo ja podejrzewam zęby, no ale żeby aż tak?!?!?!?! A że ja cierpliwości nie mam ani odrobiny, to wszelkie panie lekkich obyczajów latają po domu aż miło. Tak wiem, to nie pedagogiczne, ale co z tego?
Poza tym to skosiłam dziś trawę, mam nadzieję, że ostatnie to było koszenie w tym roku, bo zepsuł mi się przedłużacz do kosiarki. Nienawidzę trawy i kreta co to ryje radośnie. Takie małe miłe kopczyki produkował, a teraz wali wielkie kopciuchy i mnie zaczął wkurzać.
Pamiątką z wakacji jest również mandat i zdjęcie z fotoradaru, które dzisiaj przyszło. Pocztą. Zdjęcie od dupy strony. No naprawdę….
Bilans poniedziałku jest taki, że mam stertę brudnych ubranek (efekty jedzenia – niejedzenia dziecka), moje dziecko wkurza mnie tak, że mam bardzo brzydkie myśli na jej temat, kret doprowadził mnie do pasji, trawa też i owszem, bo była mokra i za wysoka, dostałam mandat, zepsułam przedłużacz…
Do tego rano przeczytałam informację, że nie żyje Ani Przybylska i do tej pory mnie strach trzyma. Ona była niewiele starsza ode mnie. Jak przeczytałam blog Chustki, to się przeraziłam co by było gdyby… Dzisiaj pomyślałam o tym samym. Do tego sobie dołożyłam wizję tego co się dzieje za wschodnią granicą i co może z tego wyniknąć i rano siedziałam jak sparaliżowana. Bo tak niewiele trzeba, żeby to wszystko co mam stracić. Te wszystkie dzisiejsze moje złości bledną i są nic niewarte.   „Wielkie to szczęście nie wiedzieć dokładnie, na jakim świecie się żyje …” Pani Szymborska jak zwykle trafiła w sedno….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz