9 czerwca 2015
Rozwijam z papierka batonik Kinder i zamierzam przystąpić do konsumpcji, ale kątem oka zauważam, że zbliża się mały sęp – Panna M – i już wyciąga łapki, a szare oczka mają wielce żebraczy wyraz. Odłamuję kawałeczek, podaję jej, ona ochoczo chwyta czekoladkę w rączkę, wsadza do buzi i zastyga. Na ryjku maluje się obraz skrajnego obrzydzenia, łapka wędruję do paszczy, wyciąga czekoladkę (całkiem nienaruszoną) i oddaje mi, mówiąc „nieee” i krzywiąc się. Odraczkowuje do swoich puzzli, cała czekoladka moja.
Myślicie, że jej tak zostanie? :D I cała czekolada tego domu będzie tylko moja, moja, moja? :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz