2 czerwca 2015
W czerwiec weszłam z gorączką, zawalonymi zatokami, płonącym gardłem i samopoczuciem zbitego Azorka. Miała być Szklarska Poręba, miało być zoo w Libercu, miały być krótkie wakacje, a chwilowo ledwo mam siłę zawlec się z Panną M pod huśtawkę :( P pojechał sam, a my se zostałyśmy, dwa posmarkańce – tak, tak to ten mały zarazek Panna M wszystkich pozarażał.
Ma ktoś jakieś pomysły czym się mogę kurować nie szkodząc brzdącowi (karmienie)? Póki co na tapecie miodek z mniszka i syrop sosnowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz