Ja: Kochasz mamę?
Panna M: nie!
Ja: a tatę?
Panna M: nie!
Ja: no to może kochasz łałę? (w sensie psa.. udzieliło nam się od niej i chwilowo pies jest łałą)
Panna M: nie, nie, NIE!
Ja: a kochasz w ogóle kogoś?
Panna M: dziadzia!
Ja: Panno M, a kto do Ciebie jutro przyjedzie?
Panna M miękko i z błogim uśmiechem na wyfaflunionym zupą ryjku: dziadzia!
… miało być o spsutym kolanie i o tym, że nie należy atakować psa miotłą, ale jestem za bardzo śpiąca. Może jutro. Albo kiedyśtam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz