środa, 1 grudnia 2010

.

1 grudnia 2010
Grudzień zaczął sie tym, że od północy jestem żoną porzuconą i ten stan utrzyma się do późnych godzin niedzielnych… Przynajmniej o takim terminie mi wiadomo, a któż to wie co się po drodze zdarzyć może. Oprócz porzucenia jest też zasypanie i zamrożenie. Grudzień mrozem wielgaśnym kąsa mnie po tyłku i w ogóle jest zimno i brrrr.
Sytuację ratuje termos z herbatą z sokiem malinowym. I morderczy plan użycia piły wobec szafko – blatu, który zasłania nam w biurze kaloryfer i zimno jest jak w psiarni…. Plan jest, piła się znajdzie. Bo jak to tak w lesie bez piły ;)

Aaaa, przypomniało mi się, że śniło mi się wczoraj, że na moim brzuchu siedział pająk. Pająk Janusz. I nie mogłam go zabić, bo na Łysej Górze zawiązał się Komitet Obrony Pająków i przez niego był zakaz wyganiania pająków, w tym Janusza, z domu, że o pacaniu kapciem nie wspomnę. Oczywiście obudziłam się przez tego cholernego Janusza z wrzaskiem…. Pająk Janusz…. Ponoć nie ma ludzi całkiem zdrowych na umyśle, są tylko ci chorzy i ci nieprzebadani…. Może by tak pora na badania?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz