czwartek, 16 grudnia 2010

.

16 grudnia 2010
Wzięłam i wróciłam.
W końcu nie było tak źle jak być mogło, a nawet było nieźle całkiem.
Choć stresa miałam niewiedziećczemu nieziemskiego, zamiast spać do 4:17 to ja się obudziłam o 3:01 i już nie zasnęłam….
No ale wszystko mi przeszło po tym jak panie na pksie katowickim ciśnienie mi z rana podniosły lepiej niż wiadro kawy szatańskiej.
Nabyłam bilet w kasie, który po wsiąściu/wsiadnięciu…yyyy…. wejściu do autobusu okazał się nieważny i musiałam nabyć u kierowcy drugiż bilet…. Dobrze, że nie było czasu na wysiąście/wysiadnięcie…..yyyyy….. wyjście i opierniczenie babulca, bo bym była jak po dwóch wiadrach kawy szatańskiej. A i tak bez kawy jakiejkolwiek od połowy drogi nieziemsko chciało mi się sikać….
No i tak o.
A jak wróciłam to Łysa Góra powitała mnie mrozem kąsającym w tyłek i oszalałym z radości Pablusem :)
Dobrze być w domku :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz