18 grudnia 2010
Jest niecały tydzień do Wigilii, a ja w czarnej dupie jestem.
Plany
były, a czas ucieka…. Przede mną pierogi, uszka, szynki, pierniki,
ciastka, pierniki, kruche cistaeczka, pierniki, andrutek dla Kota,
załatwianie choinki, ubieranie choinki, pierdylion rzeczy do
załatwienia, wyjazd do Teściów, wyjazd do Rodziców, KOMPLETNY BRAK
PREZENTÓW (a co gorsza pomysłów) i całkowity brak chęci, by ten stan
rzeczy zmieniać…. Tak coś czuję w kościach, że przy tym moim
zorganizowaniu to skończę bajkowo, jak u samego Andersena przynajmniej -
w jakiejś obskurnej, ciemnej komórce, szczęśliwą będąc mając choć
zapałki do dyzpozycji….
No nic, lecę do kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz