wtorek, 21 grudnia 2010
psik?
21 grudnia 2010
No i proszę, Wigilija już zza furtki pomału zerka a ja nic. Ale prędko się to zmieni. Dziś Kocur nabył całą torbę pieczarek i drugą całą torbę cebuli (nie mam pojęcia na co nam tyle cebuli!) i zamierzam dziś popełnić uszka albo pierogi.
Zamiast iść na trening będę ćwiczyc siek prosty na pieczarkach i duszenie przy wyrabianiu ciasta, bo zrobiłam się dziś w pracy, tak z godziny na godzinę, pociągająca, zasmarkana, połamana w kościach i podrapana w gardle. Trudno, świetnie, co najwyżej nasmarkam sobie do farszu…..
A tak w ramach peesa to dziś przekonałam się, że mysza to może mała jest, ma futerko, ma ogonek i 4 łapki z mikrostópkami, ale ŚMIERDZI nieziemsko. Jakaś mała mysia menda narobiła w foliowy worek z różnymi rupieciami w moim magazynku w biurze i ….. i o mało nie umarliśmy od tego smrodu :/ O matko, co za fetor! I to z takich mikrych mysich kiszeczek wyskakują takie megacuchnące kupeczki, polane z mysiej sikawki maleńką dawką megacuchnących mysich sików…. Ten świat mnie ciągle zadziwia, naprawdę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz