12 marca 2011
Dziś, pomimo soboty, wstałam o 6 i jedząc śniadanie gapiłam się za okno ciesząc się słońcem. Ale jak tuż po 7 w pośpiechu wybiegłam z domu, jednocześnie narzucając kurtkę, grzebiąc w torebce za kluczykami do samochodu i starając się nie rozsypać słonecznika, kóry niosłam do karmnika to mnie zamurowało na schodach. Złapałam w nozdrza ten jedyny, niepowtarzalny zapach wilgotnej ziemi. Zaciągnęłam się nim głęboko i wyszczerzyłam zęby do wróbli obserwujących mnie z pobliskiego żywopłotu. Przecież ten zapach zawsze obiecuje to samo, zawsze wywołuje u mnie przyjemne mrowienie skóry, zawsze o tej porze roku kojarzy mi się z jednym. Wiosna przyszła!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz