14 marca 2011
Skoro wiosna już u bram to wczoraj zainicjowałam sezon wieszania prania na dworze. Tak naprawdę to przede wszystkim dlatego, że mam wrażenie, że obudziły się już pająki (jeden nawet wylazł zza kafelków w łazience i był tak dziwny, że nie wyglądał jak pająk (no naprawdę, bydlaki się już zaczynają kamuflować!) i Kot zamiast go ubić to szturchał go i zapędził z powrotem w dziurę za kafelki… teraz mam obawy przed pójściem sikać (ową dziurę mam nad głową, za plecami, nie mogę sikać i jej obserwować). Na moje stwierdzenie, że teraz pewnie ten pająk mi skoczy na plecy w trakcie siku, Kot zgryźliwie dorzucił, że oprócz skoczenia to udusi mnie jeszcze struną od fortepainu i wyszedł z łazienki… Naprawdę, czasem się zastanawiam gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy….)…
O czym to ja? A. O praniu. No i z tego lęku przed pająkami pranie wylądowało na suszarce w ogródku. I tak przed chwilą spojrzałam przez okno i jakoś podejrzanie intensywnie wiucha na wietrze owe pranie…. Coś mi się wydaje, że po pracy będę gonić majtki i skarpetki po ogródku. Mam nadzieję, że tylko własnym…
"Przepraszam sąsiedzie, czy nie widział pan moich majtek? Takie czarne, koronkowe…" taaa….
….. kilka godzin później….
… wiatr przewrócił suszarkę, a pies rozwłóczył po ogródku majtki, skarpetki, rękawiczki i czapkę….. Jesli zeżarł moje ulubione majtki już nie żyje!
… już mi lekko wstyd przed sąsiadem….
… piękne słońce za oknem, a Kot zamiast zabezpieczyć suszarkę przed ponowną wywrotką zabrał ją do domu… bo po co pranie ma sobie schnąć w słoneczku jak może się kisić w domu…. Argument, że zbiera się na deszcz jakoś mnie nie przekonuje…. Zbiera się, pewnie w okolicach Grudziądza…..
…. oszaleję?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz