wtorek, 22 marca 2011

.

22 marca 2011
Walił, walił i nawalił. Znaczy się śnieg. Sobota przywitała nas brakiem prądu, brakiem ciepłej wody i brakiem ogrzewania.
A na dyżur POŻAROWY brodziłam w kilkudziesięciu centymetrach sniegu… Taaak, to była fajna sobota. A w niedzielę, jak machnęłam miotełką, żeby strącic mikro śniezny nawis z dachu nad gankiem to jak nie łupnęło, jak nie trzasnęło, jak nie gruchnęło, zleciał cały snieg z tej części dachu, Pies ze strachu wskoczył mi na plecy a ja zastygłam w bezgłośnym osłupieniu patrząc na stertę śniegu na ziemi, gdzie przed chwilą nie było niczego….. Przebieg odśnieżania tego wymaga bardzo niecenzuralnego opisu więc sza w tym temacie.
A poza tym to nie kupię nigdy Volvo, nawet w bardzo promocyjnej cenie. Za reklamę z szowinistycznym znaczkiem. Poza tym po co mi volvo…..
I wiosna już blisko, bo coś podejrzanie moje płuca starają się być wykaszlane, a zatoki chciałyby się wysmarkać….
A w niedzielę góry…. najwyżej obsmarkam sobie stuptuty, trudno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz