czwartek, 28 kwietnia 2011

.

28 kwietnia 2011
Gdzie jest do ciężkiej cholery ten zapowiadany deszcz?!?!?!?!?
Miało padać i co? I dupa!
Ale nie o tym chciałam.
Mam azalię, taką małą, różowe kwiatki ma. I ta azalia dostana stała sobie od września roku ubiegłego w domu na parapecie, w zimie kwitła jak głupia, a Kot chciał z niej zrobić bonzaja. No ale się okazało, że azalie to nie lubią jak się je tnie, więc Kot się trochę nadąsał, że zabieram mu krzaczek, który mu dałam i w związku z tym on się nim juz zajmować nie będzie.
No i stała se ta azalia w doniczce na parapecie w kuchni, rosła jakimiś krzywymi pędzikami i coraz bardziej mnie wkurzała.
I karnie została wysłana do ogródka. W tym ogródku jak taka bida na łysym trawniczku se sterczała, aż przydybałam Psa jak ja obsikuje. Żal mi sie zrobiło niebogi i wczoraj powzięłam chytry plan uchronienia krzaczorka przed żrącym psim sikiem.
Zrobiłam jej osłonkę z takiej siatki do osłaniania drzewek przed zgryzaniem.
A że ona się chwiała i niestabilna była ta siatka to Kot wymyslił, że ją przymocujemy jakimiś takimi cienkimi drutami wbitymi w ziemię…. Z braku drutów przywlokłam z kuchni szpikulce do szaszłyków i trzymają dzielnie siatkę!
Matka potrzebą wynalazku….. Tfu, potrzeba matką wynalazku!
I tak o. Łeb mi pęka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz