19 kwietnia 2011
Od kilku dni mam jakieś takie ponure odczucie, że mieszkam na terenie zalewowym….
Zalewa piwnicę piec.
Wczoraj zalał zlew kawałek kuchni, bo się cośtam w syfonie poprzesuwało.
Teraz nieufnie patrzę na ubikację, bo teraz byłaby chyba kolej na wybicie kibelka…. TFU, na psa urok….
Jeszcze trochę atrakcji i pewnie w końcu krew mnie zaleje….
Do tego w sypialni siedzi na suficie pająk. Siedzi i słyszę jak mlaszcze. A Kocur podły nie chce go usunąć. Powiedział, że ja obiecałam nie bać się małych pająków, a ten jest wyjątkowo mikry i mam przestać histeryzować…. Kiedy on jest DUŻY, ukrył gdzieś dwie nogi (pewnie szykuje się do skoku z odbicia) i w nocy pewnie wejdzie mi do buzi…. Na serio przymierzam się do spania na kanapie….
Ale jest też pewien plus. Mirabelka kwitnie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz