środa, 13 kwietnia 2011
Puk puk. Kto tam? FACHOWCY!
13 kwietnia 2011
dzień z serii "ja pierdolę".
Od samego rana do teraz, a końca nie widać….
Ale niusem dnia jest lejący się piec i fachowiec od owego.
Z pieca się lało. Jak się nie lało to nie było ogrzewania i ciepłej wody. Zalana piwnica czy ciepło w domu, wybór należy do Ciebie. Nie lubię zadowalać się półśrodkami, więc chytrze chciałam mieć suchą piwnicę i ciepło w chałupie.
Zawezwałam fachowca.
Przybył, pokręcił nosem, postukał w piec, pozaglądał, uszczelki przeczyścił, wymienił jakąś część i stwierdził, że się nie leje. Skasował mnie na 650 zł. Pojechał.
Dziś rano schodzi Kot do piwnicy i wysyła smsa "zalało podłogę". Faktycznie, zalana, z pieca się leje jako i przed wizytą fachowca.
Telefon do fachowca i czego to się dowiedziałam:
- w zasadzie to moja wina, bo ja ustawiam mu temperaturę tak, by woda była gorąca…. Mój mistrz ciętej riposty oniemiał i schował się na takie postawienie sprawy, bo zwyczajnie zbaraniałam ze słuchawką przy uchu. No bo może faktycznie ja głupia baba kocioł grzewczy do grzania wody wykorzystuję, a może powinnam do mrożenia mięsa lub podlewania ogródka….. Pan mi wytłumaczył, że jak ja mu temperaturę podkręcam to wtedy woda mu się zagotowuje i sie trzęsie i się rozszczelnia i kapie….. I wmawia mi menda, że to moja wina, bo ON WIDZIAŁ na jaką temperaturę było ustawione. Ja też widziałam, bo sama ustawiałam i było na wersję "ekonomiczną" tak w połowie skali, więc do "maksa" było mu daleko. Uprzejma i opanowana spytałam dlaczego zatem wczoraj mnie o tym nie poinformował, to powiedział, że myślał, że to jest oczywiste….
- to nadal moja wina, bo ja w domu to sobie czasem kaloryfer wyłączam…. Zbaraniałam po raz drugi. No bo wg fachowca to jak mam piec w trybie "zima" to mam mieć kaloryfery wszystkie włączone, a jak mi za ciepło, to mam regulować tylko takim ogólnym pokrętełkiem i wyłączyć ogrzewanie w całym domu. Na moje wysyczane stwierdzenie, że jak takim ogólnym pokrętełkiem mam zrobić tak, by w łazience mieć ciepło bardzo, a w sypialni wcale to sapnął tylko i powiedział, że to się tak nie da. Zbaraniałam po raz trzeci, bo to nie jest mój pierwszy kontakt z piecem gazowym i żaden takich wymagań nie miał, cobym se regulować kaloryfera pokrętłem nie mogła……
- a w ogóle to on teraz części nie ma, trzeba je sprowadzać z Włoch, to są koszty, poza tym on ma do mnie daleko, nie ma tyle czasu na jeżdżenie, więc on się poddaje i jeśli to obniżenie temperatury (która jest w normie, jest na poziomie eko) nie pomoże to on doradza wymianę pieca….
- fakturę wysyła pocztą.
Kurwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz