3 maja 2014
Od nie pamiętam jak dawna mieliśmy z P. spięcia na temat jego koszulek wrzuconych do kosza na brudną bieliznę. Pranie zazwyczaj robię ja (niby pralka, ale ja jej daję pokarm) i zawsze staram się, żeby rzeczy były na lewą stronę poprzewracane. Jak się Pies majtnie przy suszarce to kudły zostawi na lewej stronie, jak będzie wisieć na słońcu to wypłowieje na lewej stronie. Ja jakoś jak zdejmuję ubranie to odruchowo je przekręcam na lewo, natomiast P. nie. Ileż się naprosiłam, najęczałam, naawanturowałam. A odkąd mamy Pannę M to pranie robię w międzyczasie czegoś i szlag mnie trafiał kiedy jeszcze musiałam te jego koszulki przewracać. No i ostatnio wymieniliśmy „uprzejmości” w temacie koszulek, on mi wypomniał – tradycyjnie – niesprzątniete okruszki na stole w kuchni i rzucił, że nie robi tego przecież złośliwie tylko zapomina, bo mu nie przypominam. Ręce mi opadły, więc spytałam tylko czy jeśli będzie miał w łazience przypomnienie to będzie sam to robił. Oczywiście, że tak. Wieczorem, jak poszłam się kąpać przypomniało mi się, że mam zrobić przypominajkę. Nie bardzo mając jakiś pomysł na to wzięłam lakier do paznokci i nasmarowałam na lustrze napis „Przewróć koszulkę!”. P. jak to zobaczył to tylko się roześmiał i stwierdził, że liczył na coś dyskretniejszego… No fakt, głupio wygląda, ale jest skuteczne. Póki co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz