poniedziałek, 9 czerwca 2014

Od tego upału nawet nie umiem tytułu wymyślić*


9 czerwca 2014
Przeżylim przygodę mazurską! Kilka refleksji z podróżowania z omc 6-cio miesięcznym brzdącem przez nasz piękny i dziki kraj. Otóż przewijaki na stacjach benzynowych to rzecz świetna. Pamiętacie, kiedyś Anna Mucha zrobiła awanturę bodajże na Orlenie, że w toalecie nie było przewijaka i Orlen stanął na wysokości zadania? No i słuszna to była decyzja, bo to naprawdę dużo rzeczy ułatwia. Ja akurat korzystałam z przewijaka na Lotosie. Duży, przestronny, mięciutki i tylko jedno ale. Za diabła nie otworzy się go jedną ręką (na drugiej mamy dziecko, no nie?). Jest przykręcony do ściany i żeby go rozłożyć trzeba nacisnąć z jego obu stron. Jednocześnie, Dwiema rękami. A my mamy jedną. Na szczęście akurat wychodziła z toalety pani i poprosiłam ją o pomoc, bo inaczej bym musiała chyba Pannę M odłożyć do umywalki :/
Panna M to najwyraźniej urodzony podróżnik i powsinoga (po mamusi), bo 6-cio godzinna podróż minęła bez histerii i marudzenia. Albo spała albo tłukła osiołkiem w pas, ewentualnie śpiewała do smoczka, zajadała pieluchę i radośnie prychała i pluła.
Jak wracaliśmy był nieziemski upał – termometr w samochodzie pokazywał 32 stopnie. Ja umierałam z tyłu, a Panna M dzielnie to znosiła. Wprawdzie była cała mokra od tego cholernego fotelika, mimo wyścielenia go pieluszką tetrową, która była zmieniana przy każdym postoju, ale zniosła to na tyle dobrze, że jak weszliśmy do domu, to po przewinięciu, przebraniu i nakarmieniu, odłożona do kojca spędziła na zabawie ponad godzinę. A my dogorywaliśmy z upału ;)
A nad jeziorem, kiedy siedzieliśmy sobie na pomoście, niedaleko siedziały sobie panie z dziećmi i jedna to musiała być jakaś krewna upiornej babci Kacperka (kto nie czytał o upiornej babci Kacperka to robi teraz KLIK), bo podobne farmazony wygłaszała.
No i tak o, Drogie Państwo. Zastanawiam sie kto zamawiał taki upał i komu wypadałoby za niego dać w mordę. Choć nie wiem czy mam na to siłę, bo P. jest w pracy do późna, a ja walczę z Panną M, która nie chce za cholerę zasnąć… właśnie zawodziła z braku smoczka, ratując się ssaniem pieluszki… więc mord za upał przeniosę może na jutro. Co też pewnym nie jest, bo jutro zaczynamy przygodę z marchewką. Ach, ach, tyleż wyzwań przed nami! ;)

* tytuł zawsze wymyślam na końcu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz