25 czerwca 2014
SMS o treści mniej więcej takiej „po blogu widać, że bycie matką jednak kompletnie wyprało cię ze swoich pasji i bycia sobą dla samej siebie. Szkoda. Cóż, bywaj mamo.” zastał mnie w sklepie i odrobinę zmroził. Kiedyś powiedziałeś, że przecież nasza Przyjaźń przetrwa każdą burzę i że dla mnie zawsze będziesz. Wtedy lekko się zdziwiłam takimi deklaracjami, wszak znaliśmy się niedługo i dość pobieżnie. Potem faktycznie byłeś. Dużo i mocno w moim życiu, w kiepskich momentach mogłam na Ciebie liczyć. Kontakt stopniowo się rozluźniał, ale cały czas trwał. Nastąpiła przerwa i nagle taki sms.
Nie rozumiem Cię, wiesz? Zawsze wiedziałeś czym dla mnie jest blog, to nie jest zapis wszystkiego, tylko ewentualnych urywków z życia, które być może warto zatrzymać. Dobrze wiesz, że nie piszę o rzeczach o których wcale nie chcę pamiętać. I równie dobrze wiesz, że o rzeczach, których nie ma na blogu, Tobie bym powiedziała… Wystarczyłoby zadzwonić, napisać maila, może się spotkać i wtedy wiedziałbyś, że bycie matką z niczego mnie nie wyprało, że dając mi masę radości i szczęścia, jednocześnie przyniosło złość, lęki i frustrację tak wielką, że mnie samą jej ogrom przeraża. Ale łatwiej jest wysłać takiego smsa, a potem wyłączyć telefon, abym nie mogła się z Tobą skontaktować. Przyjaciel, to brzmi dumnie… Tylko, „Przyjacielu” mój, jakoś ciśnie mi się na klawiaturę prośba, by Bóg chronił mnie od przyjaciół, bo z wrogami poradzę sobie sama. Nie pozostaje chyba nic innego jak powiedzieć sobie „Żegnaj” i każde z nas odejdzie w swoją stronę. Tylko sama nie wiem czemu mi smutno, przykro i źle. Ale cóż, bywa, więc bywaj „Przyjacielu”….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz