30 czerwca 2014
Dwa lata temu w rurce przy furtce gniazdko zrobiła modraszka. Nad rurką był maleńki daszek, ptaszkom nic nie kapało na łebki. Ale coś się stało najwyraźniej z mamą sikorką, bo któregoś dnia rurka nie ćwierkała, a po zajrzeniu okazało się, że są tam 3 maleńkie sikorki. Martwe. Z płaczem poszłam do P., że sikorki umarły i że już nigdy więcej sikorki w rurce, więc położyliśmy metalowy daszek tak, żeby nie można się było dostać do rurki.
W tym roku, ktoś z naszych gości najwyraźniej uznał, że rurka będzie wyglądała ładniej z daszkiem niż z leżącą na płasko blaszką. Zorientowaliśmy się jak rurka zaczęła ćwierkać. Tym razem bogatki. Przed wczoraj widziałam, że mama bogatka dość intensywnie uwijała się przy rurce, ale jakoś nie zwróciłam na to baczniejszej uwagi. A wczoraj P. pyta się mnie czy to ja położyłam daszek na płasko… No jak ja, przecież tam małe bogatki ćwierkają! Już nie ćwierkają – powiedział P. i odwrócił wzrok od mojego pytającego. Małe bogatki nie żyją, były już całkiem spore, trzy malutkie ptaszki. Albo wiatr albo mama bogatka strąciła daszek na płasko, bo gości nie było w ostatnich dniach… Bogatka się gorączkowała, bo nie mogła dostać się do dzieci. A maluchy, same, głodne i zmarznięte w tej rurce…. Kurwa. Nigdy więcej! Wszystkie rurki zostały zatkane tak, że żaden mały ptaszek już nigdy nie sprawi, że rurka zaćwierka, a jak przestanie ćwierkać rurka to ja zacznę pociągać nosem.
I tak, wiem, poniekąd to nasza wina, bo mogliśmy wcześniej już zatkać tę rurkę i nie byłoby kłopotu, ale wcale mi od tego nie lepiej….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz