12 grudnia 2014
11 grudnia 2013, późne popołudnie. Jesteśmy z P. u mojej pani ginekolog, leżę podpięta pod KTG, przeżywając tortury słysząc jak serce mojego dziecka bije jak szalone w swoim zwykłym, a dla mnie nieznośnym do słuchania, tempie. KTG wskazuje, że pojawiły się skurcze. Dla mnie nic nowego, bo były ze mną od ok 22 tygodnia ciąży, a teraz jest tydzień 39. Ale pani ginekolog mówi, że to już i powinniśmy jechać do szpitala. Lekko wystraszona pytam czy to konieczne już, bo może to tylko takie z nerwów, a nie już porodowe, ale ona upiera się, że to poród się zaczyna i że jak chcemy to możemy nie jechać, ale żebyśmy się nie zdziwili jak w nocy będziemy gnać do szpitala, bo się naprawdę zacznie. Wypisuje mi skierowanie, przytula i życzy powodzenia.
Wracamy do domu, całą drogę dyskutując co robić. Ja tam nie czuję żeby działo się coś szczególnego, nie uśmiecha mi się noc w szpitalu. Przyjeżdżamy do domu, opowiadamy Teściom co i jak i decydujemy, że czekamy. Ja zostaję zapakowana do łóżka, dostaję miseczkę zupy pomidorowej i nakaz leżenia i nie denerwowania się. Skurcze ucichły, noc przebiegła spokojnie. Wstaliśmy rano, ja spokojnie wzięłam prysznic, umyłam włosy, zjedliśmy śniadanie i wsiedliśmy do samochodu. Tak mniej więcej w 1/3 drogi zorientowałam się, że skurcze mam niezbyt mocne, ale regularne, co 6 minut. Dojechaliśmy do szpitala i na dzień dobry wpadłam w obroty szpitalnej biurokracji i miliona pytań. Do tego badanie, zakładanie cewnika, kroplówki, znów badanie. Nawet nie zdążyłam się przestraszyć, tak się wszystko szybko działo. Zimne światła sali operacyjnej, mnóstwo ludzi, sympatyczny anestezjolog, którego rozbawiło to, że mimo brzucha jestem w stanie tak się zgiąć w pół do zastrzyku. A potem tlen na twarzy, cichy brzęk narzędzi chirurgicznych, pikanie aparatury i w końcu cichy krzyk maleńkiej istoty, która zaraz potem ciepła i leciutka znalazła się na moich piersiach. 12 grudnia 2013, godzina 13:20.
Dzisiaj minął rok od tamtego dnia, a jakby to było wczoraj. Tylko ta maleńka, leciutka, cieplutka istotka przekształciła się w małego, wesołego czorta – moją małą Pannę M. Wszystkiego najlepszego Szkrabiku, masz już roczek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz