sobota, 21 lutego 2015

Chruściki i faworki to nie kawał orki czyli smażymy chrust w 18 krokach!


21 lutego 2015
Na prośbę Anki instrukcja popełniania faworków albo chruścików. Jutro mam zamiar, więc sobie odświeżę :)
Proponuję przystąpienie do działania rozpocząć od lektury wpisu Moje-Waterloo, która bardzo pięknie przedstawia jak upiec sernik doskonały. My wrawdzie faworki, ale idea „im bardziej się to oleje tym lepiej wyjdzie” bardzo do mnie przemawia i nawet pokusiłam się na sernik wg przepisu. Smaczny był, ale opadł skur… czybyk, więc muszę potrenować olewactwo wypieków.
No ale my tu gadu gadu, a Planta się rozpuszcza. Poczytali? To do dzieła!

Składniki:
- 2 szklanki mąki (finalnie wyszło mi ponad dwie, bo dodawałam mąki, bo ciasto się kleiło)
- 5 żółtek
- piwa tyle ile objętościowo zajmują żółtka
- 5 dkg cukru – ja dałam na oko
- 1 cukier waniliowy
- szczypta soli
- 2 łyżki kwaśnej śmietany
- 3 kostki Planty
- rondel albo głęboka patelnia (ja mam ceramiczne coś a’la wok)
- ręczniki papierowe
- cukier puder

1. Otwieramy piwo i cyk dwa łyki dla kurażu.
2. Wywlekamy stolnicę albo czynimy miejsce na stole, gdzie będą powstawały chruściki. Proponuję nie bezpośrednio na blacie, bo będziemy działać nożem i głupio sobie stół zorać.
3. Usypujemy zgrabniutki kopczyk z mąki. Pewnie trzeba przesiać, ale ja czytam Waterloo. Wsypujemy na niego cukier, cukier waniliowy, szczyptą soli doprawiamy i mieszamy to wszystko. Następnie tworzymy w naszym sypkim kopczyku dołeczek, gdzie ładujemy śmietanę.
4. Bierzemy szklankę, a w zasadzie dwie i rozdzielamy żółtka od białek.
5. Zapamiętujemy dokąd nam żółtka w szklance sięgają i sru je do naszego dołeczka.
6. Do szklanki po żółtkach wlewamy tyle piwa ile zajmowały nam w szklance żółtka, a w gardełko łyczunio.
7. Bierzemy łyżkę i gmeramy w naszym dołku, majtamy łyżką dziarsko, żeby nam zółtka nie rozlazły się wokoło, a z drugiej ręki, w której dzierżymy szklaneczkę z piwem delikatnie i pomału je dolewamy do naszej mazi. Merdamy, dolewamy, merdamy dolewamy, aż nam piwa w szklance braknie. Jeśli nasze przyszłe faworki bardzo są mokre to dosypujemy delikatnie mąki, Kiedy widzimy, że ciasto nabiera „suchości” odkładamy łyżkę i brudzimy się. 8. Wyrabiamy ciasto na gładziutką masę, która swobodnie odkleja się od dłoni. By to uzyskać podsypujemy mąką ile trzeba.
9. Jak już mamy ciasto co się do nas nie klei, to je mocno maltretujemy, a na koniec uderzamy w nie kilka, kilkanaście razy wałkiem, żeby sie dobrze napowietrzyło.
10. Z kuli ciasta odcinamy kawałek, podsypujemy mąką i wałkujemy tak cienko jak nam się uda. Następnie kroimy powstały cieniutki placuszek na paski szerokości dowolnej, w zależności jakiej chcemy mieć szerokości chruściki – ja tnę tak ok 3-3,5 cm.
11. Długie paski tniemy w poprzek, ukośnie, by finalnie otrzymać paseczki pożądanej długości – to zależy czy chcemy mieć długie chrustki czy niekoniecznie.
12. Mamy paseczki. Teraz na środku każdego paseczka, równolegle do długiego boku robimy nacięcie, tak ok 2-3 cm. Obok naszej stolnicy/miejsca pracy rozkładamy czystą ściereczkę. Bierzemy nasz jeden paseczek i jeden jogo koniec przewlekamy przez otworek w środku i rozciągamy chruścik na długość – ale ostrożnie, żeby nie porwać!
13. No i czynności od 10 do 12 powtarzamy aż nam ciasto się skończy.
14. Rozgrzewamy patelnię i rozpuszczamy dwie kostki Planty. Jak już będzie mocno rozgrzana wrzucamy niewielką ilość chruścików (ja smażę po 4). Chruściki dość szybko wypływają i rumienią się od spodu. Jak widzimy, że się zrumieniły to przewracamy je widelcem na drugą stronę, ale tu już tylko na króciutko, aż do zrumienienia.
15. Wywlekamy towarzystwo na papierowe ręczniki i następne do smażenia.
16. Tak mniej więcej w połowie smażenia ja dodawałam kolejną kostkę Planty, ale to tylko wtedy jak ewidentnie jej ubyło w naszym rondelku.
17. Jak już wszystkie będą usmażone, odtłuszczone na ręczniku i wystudzone układamy je i posypujemy cukrem pudrem.
18. Zostało jeszcze piwa? Nie? To otwieramy nowe, przygarniamy kilka chruścików na talerzyk i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku oddajemy się konsumpcji w ulubionym fotelu.
Proste, no nie?

P.S. Element picia piwa nie jest konieczny, ja nie piłam, bo karmię Ssaka, a faworki wyszły. Ale napiłabym się, a co!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz