poniedziałek, 23 lutego 2015

Morza szum, ptaków śpiew…


23 lutego 2015
Wprowadzenie: Wczoraj Panna M, jeżdżąc po całym pokoju na pupie dorwała się do regału i ściągała wszystko czego tylko dosięgnęła. M. in. dorwała stary budzik z odgłosami natury. Chroń Panie świat przed taką naturą! Kiedyś używałam tego budzika, miał nastawiony niby szum morza i niby mewy tam krzyczały. Ale nie wiedzieć czemu budzik sam z siebie ciągle przyśpieszał, więc się go pozbyłam i stał sobie w kącie regału. Do wczoraj. Zabawa była nim intensywna, aż stracił jedną nóżkę.
Akcja właściwa:
Godzina 4:20, Panna M budzi mnie i jęczy o bufet. Dostaje, kładziemy się spać.
Budzi mnie żałosne i coraz bardziej natarczywe marudzenie. Patrzę na zegarek 4:45. Szlag, niecałe pół godziny temu ją karmiłam… Ssak za cholerę nie pozwala się uspokoić smoczkiem, więc ląduje przy piersi. Mała ciamka, ja pod nosem burczę niecenzuralne słowa, mając świadomość, że za godzinę wstaję, a tu nagle z pokoju dochodzi dźwięk niby szumu morza i niby krzyk mew. Fuck, cholerny budzik! Dziecko je, ja się wściekam, mewy krzyczą, morze szumi, P pyta co się dzieje… Warczę, że Panna M nastawiła budzenie i właśnie nas budzi. Ssak, lekko rozbudzony, odrywa się od piersi, więc odkładam ją i nerwowo, w ciemności macam za smoczkiem. Nie ma. Klepię wokół Małej, po poduszkach, po kołdrze, no nie ma. W tle cholerne mewy i morze. P. uruchamia komórkę i w poświacie telefonu oboje klepiemy łóżko i szukamy cholernego smoczka, Panna M z cichego marudzenia „no gdzie ten smok?” przechodzi do wyliczanki „mama, tata, łała, baba, koko…”, mewy wrzeszczą, morze szumi, a ja zaczynam się histerycznie śmiać wyobrażając sobie jak to z boku wygląda – noc, ciemno w pokoju, dwoje dorosłych, przyświecając sobie komórkami nerwowo przetrząsa pościel i przesuwa leżące między nimi dziecko, które sobie coś tam radośnie gaworzy, a w tle słychać upiorny szum i wrzaski jakichś potworów…
Smoczek się znajduje, wyskakuję z łóżka, dopadam upiornego budzika i od razu wyjmuję mu baterie, P w tym czasie zatyka ryjek Panny M i zapada błoga cisza. Tylko pies ostentacyjnie opuszcza swój materacyk i idzie spać pod kanapę, bo pewnie zbyt duży hałas robimy i spać mu nie dajemy….
Takie nocne atrakcje…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz