15 lutego 2015
Wybieram się na sanki z Panną M, P. ma jechać do sklepu kupić Plantę, bo zachciało mu się faworków. Proszę go:
- ubierz ją, a ja w tym czasie wyjmę i przygotuję sanki, ok?
- ok
-aha, tylko jak już będziesz jej dopinał kombinezon to zasuń jej polar pod samą brodę, nie będzie wtedy trzeba szalika jej zakładać
- aha, ok.
Wychodzę, ale w połowie drogi do komórki przypominam sobie, że nie zabrałam kluczy. Wracam. Panna M siedzi na kanapie i lamentuje, bo matka poszła sobie precz, a i ojca gdzieś wcięło. P w sypialni ubiera się.
- Przecież prosiłam, żebyś ją ubrał jak ja pójdę po sanki..
- No ale najpierw sam… – urywa widząc mój wzrok – ok, już ją ubieram.
Wychodzę, wracam, odbieram brzdąca, sadzam w sankach. Panna M ma szyjkę owiniętą szalikiem, ale połowa szyi na wierzchu. Odpinam zamek kombinezonu, zresztą nie zapięty do końca, polar niezasunięty, szalik wciśnięty byle jak…
Godzina 19, smażę te cholerne faworki, Panna M w ciągu ostatnich kilkunastu minut zdążyła zjeść ze 3 psie chrupki i wylać na siebie zawartość miski z wodą. jeździ na tyłku po kuchni, zostawiając mokre smugi na świeżo wymytej podłodze.
- Przebierzesz ją?
- No ale po co, przecież zaraz będzie kąpiel.
- Po gówno – warczę w myślach – niech se siedzi na zimnej podłodze, przemoczona zimną wodą.
- Ja już idę przygotować rzeczy do kąpieli – rzuca P i znika w łazience. Panna M znudzona próbami otworzenia zabezpieczenia przy drzwiczkach do zamrażalnika, pozbawiona psich chrupków i basenu z wodą zaczyna marudzić, piszczy i ze złości, że nikt się nią nie przejmuje zaczyna pokazowy manewr trykania głową w podłogę. Ale chyba przesadziła, bo nagle zaczyna rozpaczliwie płakać. Wołam P, żeby ją zabrał, jednocześnie pilnując chrustu. Nic. Wołam znów. Nic. Wyglądam z kuchni, P siedzi na łóżku w sypialni z psim łbem na kolanach i czochra sierściucha.
- Naprawdę nie możesz jej zabrać? – warczę.
- No ale co ja mam z nią zrobić?
- Cokolwiek, pobaw się z nią, zabierz ją do pokoju, albo idźcie się kapać – nie brzmię przyjaźnie, sycząc odpowiedź, a to co myślę kompletnie nie nadaje się do publikacji.
Nie wiem co dzisiaj jest w powietrzu, ale od rana samego P doprowadza mnie do szału, wg mnie oczywiście słusznie…
Om, om, ommmmmm, nenufar…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz