sobota, 11 września 2010
Borsuczenia czar i kanapy posiadania niezbędność
11 września 2010
Dziś wykonywałam jedną z moich ulubionych czynności. BORSUCZYŁAM!
Pogoda jak znalazł, dyżur odwołany, więc dostałam od Kota kubełek herbatki, zakopałam się w fotelu pod kocem z książką i w końcu poczułam, że żyję. Nigdzie nie muszę biec, o niczym chwilowo pamiętać, nikt mnie nie pogania, nikt nic nie chce. Z tej błogości nawet zaliczyłam drzemkę, której finał utwierdził mnie w przekonaniu, że kanapa albo sofa są w domu niezbędne i w żółtym domku taki sprzęt będziemy posiadać. Bo drzemeczkę ucinałam sobie z kadłubkiem na fotelu giętym, a z nogami na fotelu na kółkach…. Przy czym jak się przebudziłam i usiłowałam się spionizować to widowiskowo fotelik gięty był się gibnął, a ja znalazłam się na podłodze…. Na szczęscie nikt orócz Kota Łobuza nie widział….
Teraz boli mnie zad. Jak zresztą wszystko inne, bo trzeci trening uświadomił mi, że nie dość, że krzywa to kompletnie nierozruszana jestem….
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz