środa, 16 maja 2012
do dupy z takim dniem
16 maja 2012
Jakoś dziś wszystko pod górkę i od dupy strony.
Dentysta obiecał mi, że dziś nie będzie bolało, a potem wsadzał mi igły w kanały ósemki, przypalał je zapalniczką i na moje nieśmiałe protesty twierdził, że marudzę… No marudzę, jęcząc sobie cichutko skoro nawet odgryźć się nie mogę, bo mam rozdziawioną paszczę, wepchnięte dwa waciki, z czego jeden w sposób perfekcyjny ugniatał mi język wywołując odruch wymiotny, ssaczek odsysał mi ślinę, a oprócz tego miałam w paszczy dłoń dentysty. No marudzę, bo z całych sił staram się zapanować nad tym, że pana, panie dentysto, nie obwymiotować… A do tego mnie boli (a obiecał pan, że nie będzie dzisiaj bolało!) i w ogóle czuję się niekomfortowo…
A potem się okazało, że już na cmentarzu nie będę mogła zapalć znicza na grobie mojej Prababci, bo Ją wzięli wykopali i na tym miejscu pochowali kogoś innego. Bo tak. Bo się nagle zmieniły przepisy. Bo nikt nikogo o tym nie poinformował. Dobrze, że to akurat odkrył mój ojciec, a nie babcia, bo pewnie by trupem padła…
I w ogóle jest 16 maja, a na dworze jak w listopadzie.
Tak wiem, mam dziś muchy w dupie, ale boli mnie ząb, bolą mnie wargi, bo pan dentysta porozwalał mi ranki po opryszczce, jest mi zimno, jest mi źle, niech mnie ktoś przytuli :(
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz