niedziela, 20 maja 2012
o Agulcu co chciał zostać strażakiem
20 maja 2012
Wczoraj byłam "służbowo" na festynie organizowanym przez jedną z OSP. W drodze powrotnej bezmyślnie gapiłam się przez okno na chaszcze przy drodze, szumnie zwane lasem. Patrzę, a tam dym. P zjechał na pobocze i poszedł sprawdzić co to. Za minutkę dzwoni, że mam dzwonić do nadleśnictwa, bo pali się poszycie. Telefon na PAD, juz wiedzą, jedzie już tam straż. W międzyczasie P zadzwonił do straży, która faktycznie była już w drodze. P wyszedł z lasu, za moment podjechał na sygnale wóz straży, chłopaki wyskoczyli, wpadli w las, zaraz potem przez radio skierowali tam wóz. Wóż zawył i zawrócił po pasie zieleni, wykręcił na skrzyżowaniu i zaraz był w lesie.
Śmiesznie to wszystko musiało wyglądać, bo jak zatrzymaliśmy się na poboczu to P poleciał do lasu, a ja wysiadłam i gadałam przez telefon. A śmiesznie dlatego, że byłam w mundurze. Zaraz potem podjechali strażacy i rzucili na mnie zdziwionym okiem (PSP podała im informację, że na miejscu jest leśniczy ;) ), bo się pewnie spodziewali prawdziwego leśniczego, a nie mnie w za krótkiej spódnicy i pod krawatem.
Tym sposobem z pikniku udałam się na "akcję", dlatego w pełni zasłużonym było zimne piwo wypite wieczorem na ganku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz