piątek, 4 maja 2012
o pełni szczęścia i flądrze
4 maja 2012
Jak nie możesz jechac nad morze to choć mały fragment morza może przyjechać do ciebie!
Gdyby to nie było karalne, znaczy się bigamia, otrułabym żonę mojego kolegi i się za niego wydała za mąż. P., myślę, że miałby tylko niewielkie obiekcje, bo sam tkwi teraz w błogostanie. Bo tenże kolega właśnie dziś przywiózł mi świeżuteńkie fląderki, które jeszcze ostatniej nocy pruły przez Bałtyk i wesoło machały ogonkami. A minut temu kilkanaście część z nich wylądowała na naszej patelni!
Raaanyyyy, jakież to było pyszne! Orgazm kulinarny za sprawą posolonej flądry, wrzuconej na gorący olej.
I kieliszek wina do tego.
Świat dziś stał się cudnym miejscem. Jutro pewnie mi przejdzie, ale póki co – chwilo trwaj!
… w lodówce jeszcze trzy flądry…. Jutro kulinarnych rozkoszy ciąg dalszy :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz