… drugi raz zostałam żoną tego samego męża :) Tak, tak, da się. Jak się najpierw bierze ślub cywilny, a dopiero po tych ładnych kiiiiilku latach kościelny, łącząc go z chrztem Dziecia swojego i drugiego – siostry Menża.
A już w ogóle się robi zamieszanie, kiedy, świadkowie pańswa – hłe, hłe – młodych są jednocześnie rodzicami chrzestnymi Panny M, a panna młoda – hłe, hłe – czyli ja, matką chrzestną Dziecia moich szwagrów. Do tego zarówno ślub jak i oba chrzty odbywają się w miejscowości A, ponieważ tak jest najwygodniej, bo państwo młodzi mieszkają w miejscowości B, ich świadkowie, a zarazem chrzestni w miejscowości C, panna młoda pochodzi z miejscowości D, świadek z miejscowości E i w zasadzie to miejscowość A jest po środku i tak jest dobrze.
Biedny Ksiądz słuchał tych naszych wywodów z coraz większym zdziwieniem na twarzy, a dzisiaj podczas chrztów mieszali się rodzice z rodzicami chrzestnymi i panował malutki chaos, ale jakoś wszyscy byli zadowolenia ;)
Niniejszym pozdrawiam serdecznie Księdza Jarka, który swoim nietuzinkowym podejściem do tego wszystkiego sprawił, że dzisiejszy dzień był i będzie ważny :)
No może poza moja wiązanką – SIC – drugi ślub i druga spieprzona wiązanka i tortem dla dziewczyn, który miał byćbez napisu i z delikatnymi kwiatuszkami lub motylkami – miał koszmarne róże, wielkie i niesubtelne i napis „W dniu Chrztu Św.” Co to za skrót z czapy?!?!?!?
No.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz