piątek, 18 kwietnia 2014

Wczoraj i dzisiaj


18 kwietnia 2014
Wczoraj miałyśmy z Panną M debiut na poczcie. W sensie, że dotarłyśmy tam razem, ja na nogach, ona w wózku. Nie mam pojęcia kto i kiedy zamontował mojemu dziecku dość uciążliwy radar, ale wystarczy, że wejdziemy do jakiegokolwiek przybytku, to Panna M od razu się wybudza z najgłębszych, sennych czeluści. Miałam do zaadresowania trzy duże koperty, do tego wypełnić musiałam trzy karteczki na polecone, popakować to wszystko i jeszcze stać w kolejce. Mała oczywiście nie śpi. Adresowanie, pakowanie i wypełnianie karteczek zniosła dzielnie, z szeroko otwartymi oczętami i ryjkiem chłonęła pocztowe dźwięki i badawczo wgapiała się w sufit. Pech chciał, że nagle nalazło ludzi w cholerę. Ustawiłam się przy jednym okienku, stoję, Panna M zaczyna marudzić, więc zagaduję, bujam wózkiem, smoczkiem próbuję przekupić. Dupa, marudzenie narasta. W drugiej kolejce jedna z pań odchodzi i mówi do mnie, żebym weszła przed nią i nie musiała czekać. Uśmiecham się do niej, robię krok w tamta stronę, a nagle odzywa się pan, który stał w zasadzie nie wiadomo w której kolejce, że on też tu czeka i ma rachunki do zapłacenia. Pani na niego fuknęła, ja nie zdążyłam się odezwać, kiedy pani z „mojego” okienka podniosła żaluzję, odebrała ode mnie trzy paczki i powiedziała, że państwo poczekają, pani z dzieckiem nie będzie bez sensu czekać. Nikt się nie odezwał, tylko pan z rachunkami spojrzał na mnie z byka. Uśmiechnęłam się do niego uroczo i ostentacyjnie poinformowałam Pannę M, że zaraz sobie pojedziemy bo W S Z Y S C Y są mili i nas przepuszczają.  Pan zaczął coś mruczeć na temat dzieci na poczcie, ale nie bardzo miałam czas go słuchać, bo trzeba było zapłacić, miła pani za mną zagadywała Pannę M, a pan sobie burczał. Przy wychodzeniu jakiś miły pan mi przytrzymał drzwi i życzył nam wesołych świąt. Miła wizyta na poczcie.

Wczoraj oprócz wyprawy na pocztę, jeszcze skosiłam trawę w ogródku, posprzątałam psie kupy, odrobinę ogarnęłam chałupę i razem z Panną M padłam o 20 jak nieżywa.

A dziś dokończyłam ogarnianie chałupy, zgrabiłam to co nakosiłam i z satysfakcją wsłuchuję się w padający teraz deszcz :) I zaraz też padnę, a co!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz