21 kwietnia 2014
I jak Państwo po świętach? Bo my w zasadzie jak i przed. Nie zgrubłam ani trochę zapewne, bo się nie przejadłam. A to wszystko przez Psa, który wczoraj postanowił mnie zabić. Pies jest duży i silny, ja niekoniecznie. Pies był na smyczy i ja byłam na smyczy. Pies nie chciał iść i wessał się w jakąś psią wydzilinę w trawie, więc go mocniej pociągnęłam i wtedy pękło kółeczko przy obroży…. Proszę Państwa, cóż to był za lot! Zakończony spektakularnym lądowaniem na dupie chudej. Pies nawet nie zauważył, za to ja mam stłuczone biodro tak, że mogę spać tylko na lewym boku :/ A i siniak jest niczego sobie…
Do dzisiaj z Psem nie rozmawiamy. Pies chyba wie, że coś przeskrobał, bo tylko na niego spojrzę, a odchodzi. No i z tego ogólnego potłuczenia straciłam apetyt i dzisiaj ledwie chlipnęłam żurku…
Za to pascha wyszła naprawdę przepyszna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz