13 sierpnia 2013
8 lat temu o tej godzinie brałam ślub…
8 lat. Kawał czasu. Czasu fajnego ale i koszmarnego. 8 lat w ciągu których wydarzyło się tak bardzo dużo rzeczy, zarówno dobrych jak i złych, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Może to i dobrze, bo do pewnych rzeczy nigdy, przenigdy nie chcę wracać, bo jak je sobie przypomnę to mi grzbiet cierpnie…
I dziś, po tych 8 latach, dostałam najlepszy z możliwych prezentów – wiadomość, że To Małe tam w środku jest zdrowe, na tyle na ile można to stwierdzić w badaniu usg. I że To Małe tam w środku to Ona.
Bez dwóch zdań ta rozwierzgana istota to Mała Wiercipięta, a nie Wiercipiętek, co bardzo bezwstydnie i całkiem bezpruderyjnie pokazała podczas badania.
Do tego ruchliwa aż nazbyt, co pani doktor skwitowała tym, że cieszy się, że to nie ona będzie wychowywać tą rozrabiarę, co nie pozwala się w spokoju pomierzyć.
No i tak o. Jak oprócz wrodzonej nadruchliwości jeszcze charakterek po matce weźmie, to mówię Wam – będzie czad i ostra jazda!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz