czwartek, 6 października 2011

o chrapaniu i wózkach z nieboszczykiem


6 października 2011
Podobno faceci chrapią.
Podobno ja też, do tego jak drwal. Tak przynajmniej twierdzi P. Pewnie ma rację, bo powinnam już dawno naprawić sobie przegrodę nosową, ale strach przed spędzeniem nocy w szpitalu jest większy.
Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że lęk przed pozostaniem na noc w szpitalu wziął się stąd, że dziecięciem niewielkim będąc podsłuchałam rozmowę dwóch staszych pań, w poczekalni u lekarza, które opowiadały sobie różne szpitalne przygody i jedna z nich ze zgrozą i teatralnym szeptem opowiadała, że dla niej najgorsze jest w szpitalu to, że jak wiozą kogoś do kostnicy to kółeczka metalowego wózka terkotają po tej podłodze….
Małe Agnieszki wyobraźnię mają bujną, co zreszta zostało im do dzisiaj, więc wysnułam sobie mroczną wizję długiego korytarza z zieloną lamperią na ścianach, w którym nerwowo mrugają i brzęczą świetlówki pod sufitem, a środkiem tego korytarza jedzie wózek z nieżywym pacjentem, pchany przez ponurego pielęgniarza, nieboszczykowi spod prześcieradła wystaje palec do którego sznureczkiem przyczepiony jest numerek (jak byłam mała to wieczorem, kiedy rodzice myśleli, że śpię oglądałam hamerykańskie filmy kryminalne i mi się zakodowało), a kółka wózka terkotają złowieszczo…….
Wizja owa, jakkolwiek absurdalna, ale zapadła mi w pamięć tak silnie, że nawet teraz możliwość pozostania w szpitalu wzbudza irracjonalny strach….
… ale o czym to ja? A, o chrapaniu. No i przez tęże panią z poczekalni mam nadal zepsutą przegrodę nosową, chrapię sobie czasami, a P. mnie smyra po uchu, żebym przestała. I tak nam noce płyną.
Ale tejże nocy obudziło mnie chrapanie. Pomyślałam, że sobie małżonek pochrapuje, ale grzecznie spał obok, a chrapanie dobiegało od strony stóp…. Okazało się, że nasz Pies leżał sobie na pleckach, tylne łapy rozrzucone bezwstydnie na boki, przednie na sztywno wyprostowane, łeb przerzucony przez krawędź materacyka i koncertuje….. Pierwszym odruchem było obudzić dziada, ale pomyślałam, że jak go obudzę to pewnie przystapi do poranno – nocnej toalety i zacznie ciamkać i memlać, co mnie do szału doprowadza…. I skończyło się na tym, że Pies chrapał donośnie, a ja spałam ze stoperami w uszach….
…. faceci…..

Za to teraz główkuję gdzie sobie w ogródku wetknąć sosnę żółtą…..
Piękną jesień mamy, nieprawdaż Drodzy Państwo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz