23 stycznia 2014
No i stało się. W sensie, że zima. Jest śnieg, jest mróz, jest ślisko. Płyn do spryskiwacza zimowy, do – 22 stopni, zamarza na szybie przy – 7, się jedzie na oślep, się wie, że to nieodpowiedzialne, dziecię można osierocić, cóż ono będzie jadło, ale się jedzie pomalutku wiejską dróżką, a nawiew na czwórce czapkę z łba zrywa. I się dojeżdża i szyba rozmarza….
A droga jak zebra – raz czarna raz biała, na szyby pryska błotem lub solą. Żadna opcja nie jest mile widziana, bo wszak płyn zamarza.
I dlaczego tak, ja się pytam? Komu wadziła czarna droga i płyn letni w spryskiwaczu? No komu? Mnie na pewno nie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz