sobota, 24 stycznia 2015

Człowiek człowiekowi wilkiem, ale matka matce to całą watahą….


24 stycznia 2015
Wczoraj, na fejsbuku mi się pojawił post mamygadżety.pl, gdzie autorka zamieściła zdjęcie brzdąca ze smoczkiem w pyszczku i podpisała, że w końcu sukces, bo smoczka nie wypluwa ów brzdąc. Z ciekawości kliknęłam na komentarze i…. się dowiedziałam, że smoczek to zło, że tylko matka, która nie chce bliskości z dzieckiem daje mu smoczek, że po to jest cyc, a nie kawałek gumy, że to, że tamto….
Tak sobie czytałam, w połowie przerwałam, bo mnie znudziło i zniesmaczyło już całkiem i tak sobie myślę, że w skakaniu sobie do oczu matki są czasami bezkonkurencyjne. Autorka spokojnie wyjaśniła, dlaczego podała dziecku smoczek, przedstawiła argumenty, które ją do tego skłoniły (maluch ssał kciuk i chciała go tego oduczyć), za to została obrzucona różnymi, mało miłymi komentarzami.
Panna M używa smoczka, tylko do zasypiania, ale jednak. I nie jestem z tego zadowolona i najchętniej bym się go pozbyła. Ale jak była całkiem maleńka to miała szaloną potrzebę ssania. Tak, wiem, do tego służy pierś, ale dziecko nie chciało jeść, chciało ssać, a niestety rozszalała w pierwszych miesiącach laktacja skutecznie zalewała je mlekiem, a o tym, że ma kciuk nie miała jeszcze wtedy pojęcia. Już się spotkałam ze zdaniem, że mogłam sobie odciągać pokarm i dawać jej „pustą” pierś, ale pozwolę sobie nie przytaczać tego co ja o takim pomyśle wtedy pomyślałam.
Już usłyszałam też, że jest to patologia, tak samo jak to, że ciągle jeszcze karmię ją piersią.
A ja mogłabym palnąć, że dla mnie patologią jest karmienie mlekiem modyfikowanym (nie jest, ot pierwsze co mi do głowy przyszło). Tylko po co i czemu by to miało służyć ?
Nie bardzo mnie interesuje to co kto robi ze swoim dzieckiem, dopóki temu nie dzieje się krzywda. Każdy ma swój pomysł na swoje macierzyństwo, na to jak chce wychować swoje dziecko i nic mi do tego.
I za każdym razem jak czytam te wszystkie komentarze jedynie słusznych matek, które wiedzą wszystko najlepiej i ich misją jest pouczanie innych to obiecuję sobie, że już ostatni raz czytam takie rzeczy. No i robię to rzadko, ale czasem trafiam na coś i mi ciśnienie skacze. I po kiego?
I nie mówcie innym matkom, ale Panna M zjadła dzisiaj psiego chrupka, wytaplała się w psiej misce z wodą i zjadła paproszki z podłogi w kuchni… Czyściuteńka patologia, bo to niby pod moim okiem, które akurat było zwrócone na przygotowywaną lasagne (pyszna wyszła, tak na marginesie), a dziecię się bawiło na podłodze. Ale ciiii, bo jeszcze mi tu przyjdą i zlinczują, że nie dość, że smoczek, nie dość, że pierś, to jeszcze psa w domu trzymam i karmię go sucha karmą, której nie chowam przed dzieckiem…. A i po tej psiej karmie lasagne też zjadło! Takie dziecko patologiczne mam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz