czwartek, 15 stycznia 2015

O sapaniu po drugiej stronie drzwi toalety


15 stycznia 2015
Z braku własnej weny i chęci do pisania szukam sobie inspiracji i znalazłam u Kury, nie po raz pierwszy zresztą :)
Kura czas w toalecie spędza z Nutusiem, wspomniała o dzieciach dobijających się do toalety i przypomniało mi się jak to z P, wtedy dopiero narzeczonym, pojechaliśmy na swoje pierwsze, wspólne wakacje. Do Bóbrki koło Soliny.
Mieszkaliśmy sobie w prywatnym domku, gdzie wynajmowano pokoje. Nasz pokój akurat nie miał łazienki ani toalety, te były wspólne na 2 pokoje. O ile łazienka była duża i przestronna, o tyle toaleta była maleńka, prawie klaustrofobiczna. Jak się siadało na kibelku to nie dało się na boki wyciągnąć rąk, pewnie ktoś z dłuższymi rękami to łokciami by ścian dotykał, a kolanami prawie sięgało się drzwi. No klitka i tyle. I do tego pod rurą mieszkał pająk, ale tym razem nie o niego chodzi. W drugim pokoju mieszkała para z dzieckiem. Dziewczynka, ok 6 lat. Taka dobrze odżywiona, z zadartym noskiem. I ile razy szłam do ubikacji to akurat ona też potrzebowała… Wchodzę, zamykam drzwi, siadam na kibelku, ktoś łapie za klamkę. Zajęte – mówię. Cisza po drugiej stronie. I nagle słyszę sapanie… Dziewczynka przez cały mój pobyt w toalecie stała pod drzwiami i sapała… Szybko wyszłam, bo pomyślałam, że dziewczę nie może wytrzymać. Sytuacja jednak powtarzała się za każdym razem, dopadło to potem i P. Którekolwiek z nas trafiało do toalety, to zaraz pod drzwiami materializowała się dziewczynka i zaczynała sapać. Po kilku dniach zaczęłam mieć fobię chodzenia do toalety, w obawie, że znów usłyszę sapanie. Na szczęście Sapiecha (wspólnie ochrzciliśmy dziewczynkę Sapiechą) wyjechała kilka dni przed nami i potem można było w spokoju i ciszy załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne :)
A co do samych zwierząt w domu. Pamiętam jak nasz Pies, jak jeszcze mieszkaliśmy z Teściami, za każdym razem kiedy zostawali (on, suczka Teściów i Kot Łobuz) sami to coś niszczył. Zjadł kilka szczotek, ręczniki do psich łap, kapcie, moje stuptuty, książkę z biblioteki (zostawił tylko okładkę), a najgorsze, że zeżarł cała szpitalną dokumentację P, który wtedy chyba pierwszy i ostatni raz porządnie się na niego wkurzył… Za to jak przeprowadziliśmy się do siebie jak ręką odjął, nigdy nic nie zniszczył. Za to to co robi sunia Teściów i Kot Łobuz to zasługuje na osobną historię :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz