niedziela, 18 stycznia 2015

O policji, zamarzniętej bramie i nie do końca zamkniętych drzwiach


18 stycznia 2015
Wczoraj jak przemieszczaliśmy się przez nasz dziki kraj sporo było na drogach policji, tej „zwykłej” jak i tej w nieoznakowanych autkach. I przypomniało mi się jak to kiedyś mnie policja zatrzymała….
Koniec listopada, akurat dzień moich urodzin, zima na całego (nie to co mamy teraz), śnieg, mróz. Ja jestem w trakcie stażu, jeżdżę do pracy na 7. Z uwagi na atrakcje pogodowe i to jakie może mi zafundować nasz stary samochód, nie mieszkający w garażu, wychodzę profilaktycznie wcześniej z domu. Pierwsze niemiłe zaskoczenie – brama przymarzła. Wpadam do domu po młotek – do odbicia tych bolców przy ziemi i po odmrażacz do kłódki. Zrobione. Udaję się do auta, a tam zamek zamarzł. Ale mam odmrażacz, więc dość szybko sobie z tym radzę. Wsiadam, próbuję zamknąć drzwi, a tu dupa, nie zamykają się.

Dygresja taka… Nasze Uno miało taki podły zwyczaj, że czasami przy mrozie, po nocy drzwi udawało się otworzyć, ale nie udawało się ich zamknąć, bo coś zamarzało i dopiero po jakimś czasie udawało się drzwi zatrzasnąć. Pamiętam jak kiedyś jechaliśmy z P – on za kierownicą, a ja jako pasażer przez dobre 20 minut drogi trzymająca niezamknięte drzwi od strony pasażera… Wtedy wsiadaliśmy od strony pasażera oboje, bo drzwi od strony kierowcy zamarzły tak bardzo, że nie dało się ich otworzyć… Koniec dygresji.

I do tego samochód nie chce odpalić. Udało się odpalić, ale drzwi nadal się nie zamykają. Nie namyślając się za dużo zdjęłam z szyi szalik i przywiązałam drzwi do zagłówka fotela kierowcy i ruszyłam, już wiedząc, że i tak się spóźnię. Jadę. Zatrzymały mnie światła. Na wszelki wypadek szybko odmotałam szalik i z całych sił łupnęłam drzwiami. Zamknęły się, o dziwo! Wyjechałam na trasę, jeszcze się dobrze nie rozpędziłam, a tu na poboczu wyskakuje policjant i macha na mnie, że mam zjechać. FUCK! Dobrze, że drzwi zamknięte! Szybko odwiązałam szalik z zagłówka otworzyłam okno, siedzę i się nerwowo uśmiecham.
- Dzień dobry, tu się pan przedstawił, co pani tak gnała?
- Ja? Przecież nie jechałam bardzo szybko!
- No bardzo to nie, ale tu jest ograniczenie do 50, a pani jechała 68.
- No bo ja się bardzo śpieszę do pracy, w zasadzie już jestem spóźniona…
- No to taki pośpiech równa się mandatowi i punktom karnym
- Ale panie policjancie, ja naprawdę muszę szybko tam dotrzeć! Jakiś parszywy dzień dzisiaj, brama zamarzła, drzwi zamarzły, samochód nie chciał odpalić, teraz jeszcze pan mnie zatrzymał. Tyle nieszczęść w urodziny!
- No proszę i jeszcze pani twierdzi, że ma urodziny. Zawsze jak chcemy wlepiać mandaty za wykroczenia to wszyscy mają urodziny. A wie pani, że nie wolno kłamać?
- Ale ja nie kłamię, naprawdę mam dziś urodziny, kłopoty z samochodem i do tego spóźnię się do pracy!
- Poproszę prawo jazdy i dowód rejestracyjny
Zrezygnowana wyciągam z torebki dokumenty, szykując się na dłuższy postój…
- Naprawdę ma pani dziś urodziny…
- No przecież mówiłam, że nie kłamię – burczę pod nosem
- A to kim pani jest, że tak do pracy pani śpieszno?
- Ja? Leśnikiem….
- Naprawdę? A nie wygląda pani! – wypala policjant. No paczpan – se myślę – akurat mnie musiał zatrzymać jak się ubrałam w krótką sukienkę, kozaki i kożuszek. Jak latam w ciężkich butach i cała na zielono to nikt mnie nie zatrzymuje…
- No dobrze proszę pani, to w ramach prezentu urodzinowego zakończymy nasze spotkanie tym, że ja panią upomniałem i pouczyłem, a pani przestanie łamać przepisy i spokojnie do pracy sobie dojedzie. Dobrze?
- Ależ oczywiście, że tak, ja bardzo dziękuję!
- No to wszystkiego dobrego i szerokości!
- Dziękuję, nawzajem, to jednak nie jest tak bardzo parszywy dzień!
Poszedł sobie pan policjant, a ja w końcu ruszyłam, już całkiem spóźniona.
Wczoraj jechaliśmy pozamykanym samochodem, ale tak jakoś mi się przypomniał miły pan policjant i przygody z naszym staruszkiem samochodem…

A w ogóle to na chwilę zaprzestałam wahania i obwąchuję sobie fejsowy fanpejdż. Zobaczymy co to będzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz