poniedziałek, 14 listopada 2011

o kupie w kuchni i zimnie ogólnym


14 listopada 2011
Upał nieco zelżał, zaprawdę.
Jest zimno. Jest ponuro. Dobrze, że zdjęć porobiłam w łikend, bo nie uwierzyłabym w to co jeszcze przedwczoraj było nad morzem.
Za to po wczorajszym powrocie Dąbrowa powitała nas śniegiem. Najs.
Za to poniedziałek boli bardzo, wizja najbliższych dni uwiera lekko.
Ale nic to, zaraz zamarznę. Pies miał dziś najwyraźniej problemy gastryczne i dom powitał mnie smrodem z psiej kupy, walniętej na środku kuchni. Piez z zażenowania próbował zmienić się w mysz i schować gdziekolwiek, a ja prawie umarłam sprzątając tą niespodziankę, a teraz w domu jest wygwizdów nieziemski po zaaplikowanym wietrzeniu… Jest zimno, a mnie i tak się wydaje, że kupa nadal jest z nami w formie zapachu….
Idę po kolejny polar. I bambosze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz