11 lipca 2014
Już kiedyś to napisałam, ale sama nie wiem czemu ten wpis szlag trafił. W każdym bądź razie Kura popełniła swojego czasu tekst o tym, że żąda kaligrafii. I to mnie tak zainspirowało wtedy, że ja chyba też powinnam żądać, bo bardzo lubię moją Teściową i nie chciałabym, żeby coś jej się stało. Pozornie bez sensu to co napisałam, ale już postaram się wyjaśnić.
Jeszcze jak byłam w ciąży i mieszkaliśmy kątem u teściów moja Teściowa poszła do lekarza rodzinnego. Po receptę na tabletki, które bierze na wyregulowanie zbyt niskiego ciśnienia. Pani doktor zawsze jej wmawia, że ciśnienie ma za niskie, ale za to cholesterol za wysoki i uparła się, że przepisze jej na to jakieś tabletki. Teściowa recepty wzięła, poszła do apteki, leki wykupiła i wróciła do domu. I w domu, nim zażyła nowe leki zabrała się za lekturę ulotki. Pamiętam, że siedziałyśmy sobie obie w fotelach, ja dziergałam frywolitkowe gwiazdki na choinkę, Panna M radośnie wierzgała wprawiając mój brzuch w lekkie falowanie, a Teściowa czytała ulotkę. No i w pewnym momencie zmarszczyła nos i rzekła, że ona tego zażywać nie będzie, bo to jakieś bez sensu lekarstwo jest. Ani słowa w nim o obniżaniu cholesterolu, a za to o obniżaniu ciśnienia i owszem, a w przeciwwskazaniach jednym z pierwszych jest niskie ciśnienie. Teściowa, właścicielka zbyt niskiego ciśnienia, zapakowała tabletki do pudełeczka i poszła sobie zrobić kawę, mrucząc, że ona to rano lubi się budzić we własnym łóżku, a nie wśród janiołów i jej się nie śpieszy. Za jakieś kilkanaście minut dzwoni telefon. Słyszę, że Teściowa z kimś rozmawia, po czym wraca i oznajmia, że dzwoniła pani z apteki. Bardzo przejęta pani z apteki. Otóż okazało się, że wydali jej zły lek i jak tylko się zorientowali, to od razu zadzwonili, żeby pod żadnym pozorem tego leku nie przyjmowała. Teściowa poinformowała panią, że nie ma zamiaru przyjmować, bo sobie poczytała ulotkę i umówiła się na wymianę lekarstwa na następny dzień. A skąd pomyłka? Ano stąd, że recepta była tak nabazgrana, że kobiety w aptece ledwie się mogły doczytać. No i się doczytały. Czegoś innego. Szczęścia w nieszczęściu są dwa. Jedno to takie, że jednej z pani dało do myślenia to, że teściowa wykupiła także leki na podniesienie ciśnienia, a że apteka była przy przychodni, owa pani farmaceutka udała się z tą nieszczęsną receptą do lekarki, żeby się upewnić co poeta – lekarz miał na myśli. Jak się okazało, że wydano zły, do tego mogący poważnie zaszkodzić lek, w karcie znaleziono telefon do Teściowej i od razu zadzwoniono. Drugie szczęście jest takie, że moja Teściowa czyta ulotki nowych leków.
I tak sobie myślę co by się mogło stać gdyby to była jakaś całkiem inna apteka, gdzie nie byłoby tak łatwo znaleźć klienta, ewentualnie klient w domu nie przeczytałby tej ulotki (ani nie skonsultował się z lekarzem lub farmaceutą) i zażył tabletki zgodnie z zaleceniem lekarza?
Czy to wina apteki? A skąd! Widziałam receptę napisana ręką pani doktor. Jakaś masakra, wężyk, bez zaznaczenia wyraźnie liter, nie umiałam przeczytać ani jednego słowa.
No i tu dochodzimy do żądania kaligrafii. Bo czy to jest jakiś problem dla lekarza wypisać receptę normalnym pismem? Moja pani doktor rodzinna ma śliczny charakter pisma, sama bym taki chciała mieć. A pediatra Panny M wcale się nie bawi w wypisywanie, bo ma moją córkę w swoim komputerze, klik klik, wie co z nią było, ile kiedy ważyła, jakie lekarstwa miała, recepty i skierowania drukuje i tylko się na nich podpisuje. A w aptece wszyscy wiedzą czego się od nich oczekuje. To naprawdę taki problem z tym pisaniem? Najwyraźniej recepta wypisana takim wężykiem to nie tylko problem dla farmaceutów, ale realne zagrożenie dla pacjentów.
Dlatego może ja też zażądam kaligrafii dla lekarzy, bo ja sobie moją Teściową bardzo cenię i chciałabym, żeby żyła jak najdłużej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz