23 lipca 2014
Z racji zawodu wyuczono – wykonywanego jest mi po drodze z szeroko rozumianą przyrodą. Bez tego wykonując czasami swój zawód oszalałabym. I ową przyrodę w ogródku mam, obserwuję, toleruję, lubię. Ale ptaki zaczynają doprowadzać mnie do szału. Sroki drą cholerne dzioby odkąd pierwszy brzask nastanie. Srok nie znoszę. No ale gdyby tylko się darły…
Kiedyś, kiedy zbierałam psie kupy przed koszeniem trawy, zżymałam się na Psa, że głupek nie umie kicnąć w jednym miejscu tylko coś mu się porobiło i lata z tymi kupami po całym ogrodzie. Aż kiedyś przyuważyłam, że sroki bardzo interesują się psimi odchodami, a co lepsze to przenoszą je w różne miejsca. Szczytem wszystkiego, jak mi się wtedy wydawało, było znalezienie fragmentu psiej kupy na huśtawce. Wywaliłam, umyłam huśtawkę i poza rozwlekaniem kup, nim je zdążę sprzątnąć, problem ucichł.
Dzisiaj rano odsłaniam roletę, otwieram okno, patrzę, a ja mam na parapecie (na szczęście zewnętrznym) cała masę psich wałeczków. Oszaleję.
Ktoś? Coś? Jakiś pomysł?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz