25 lipca 2014
Dzisiejszy wieczór upływa błogo i w ciszy – Panna M po kąpieli i wieczornej konsumpcji mleka udała się na mych ręcach do łóżeczka, wtuliła nosek w pieluszkę, zaciamkała smoczkiem i tyle jej było. Nie trafiam za nią.
Poza tym kupy nadal na parapecie, w ogrodzie pojawił się kret i se ryje. Wyrył 4 kopce. A ja podejrzewałam psa o problemy gastryczne! Ale bliższy rzut oka na kupki zmył winę z psich jelit i przerzucił na kreta. Niech se ryje, chwilowo mi nie przeszkadza.
Za to pies namiętnie i z miną prawdziwego konesera zajada mirabelki! Dzisiaj Panna M spała sobie w wózku, a ja się leniwie huśtałam i słuchałam audiobooka, a Pies upierdliwie domagał się zabawy. No to rzuciłam mu „na odwal się” mirabelkę. Radośnie po nią pobiegł, wrócił, chwilę poturlał, a potem objadł skórkę, następnie pożuł, pożuł i wypluł pestkę. Rozejrzał się czujnie i zobaczył, że śliweczek jest więcej. Wypluwał te niedojrzałe i zajadał te żółciutkie. Zjadł chyba z osiem, więcej w odpowiednim kolorze nie było. Normalne to? Jesienią w sadzie zażerał się jabłkami – też najpierw obierał ze skórki, teraz śliwki…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz